Gregor Lersch był u nas...

 Trwało to długo z wielu powodów, pierwszy i podstawowy, jest bardzo zajętym człowiekiem, jego florystyka jest uwielbiana na całym świecie, szczególnie w Azji i to tam spędza najwięcej swojego, cennego czasu. Azjaci zapraszają GL na seminaria i pokazy bardzo często i cieszą się one nie słabnącym zainteresowaniem. Nie ma się co dziwić, bo Gregor Lersch od wielu już lat tworzy swoje dzieła, fotografując i opisując je w książkach, w albumach i podręcznikach. Wydał ich wiele i w swoich planach ma kolejne. W tym floryście tkwi tajemne źródło nie gasnącej, szalonej twórczości, niezliczonych pomysłów, a co najważniejsze poparte jest wielką wiedzą, która z wyczuwalną lekkością przekazywana jest w książkach i na czarujących spotkaniach osobistych.

     Pomysł, by Pan Lersch nas odwiedził powstał już dawno i dążyliśmy do tego uparcie. Po wielu spotkaniach i wymianie korespondencji wreszcie udało się doprowadzić negocjacje do końca i zrealizować plan. Warsztaty wycelowane były w naszych akademijnych uczniów i absolwentów. Jednakże o udział dopominali się również inni floryści, więc udostępniliśmy to seminarium dla ogółu. Opatrzone ono zostało tytułem „Wszystko nad, pod i obok naczynia”. Na podstawie tego tematu nauczyciel jest w stanie przekazać najwięcej wiedzy z zakresu teorii florystyki, najwięcej można zrozumieć. Są to na ogół słuszne gabaryty, a złożoność zasad i technik jest na tyle duża, że można z tego wyciągnąć ogrom wiedzy.

   22 uczestników pod czujnym okiem mistrza wykonało po 4 kompozycje w naczyniu. Pan Lersch swoim zwyczajem, cały czas nadzorował przebieg prac, pokonując wraz z kursantami napotykane trudności techniczne i kompozycyjne. Było to możliwe dzięki sprawnym tłumaczeniom Marty Stefańskiej, znakomitej florystki i mojej prawej ręki zarazem. Clou powodzenia warsztatów z obcojęzycznym florystą leży w tłumaczeniu. Ważne by tłumacz był florystą, znającym zasady kompozycji. Tłumaczenie tematu, którego się nie zna nie oddaje sensu, prawdy, jak to widać w wielu świetnych, a źle przetłumaczonych podręcznikach…

   W tak zwanym między czasie Mistrz wykonywał kolejne i kolejne prace pokazowe, prezentując coraz to nowe techniki i inne układy kompozycyjne. Działo się to tak lekko i jakby mimo chodem, a okraszane po drodze żartami, przeplatane ciekawymi wspomnieniami z życia florystycznego, więc wydawało się jakbyśmy się znali od dawna, jakbyśmy byli zawieszeni w czasoprzestrzeni bez wczoraj i bez jutro… Powstawały niezwykłe prace na naszych oczach i tylko dla nas. Miało się poczucie wielkości i wyjątkowości tej chwili i wciąż pojawiało się niedowierzanie, czy to dzieje się naprawdę…

   Miałam wyjątkową okazję od pierwszych chwil obserwować dydaktyczną pracę Gregora, podejście do kursanta, organizację i metodykę pracy. Przez specyfikę naszego zawodu, być nauczycielem florystyki nie jest łatwe. Bo trudna jest teoria florystyki, trudne, wymagające dużej wiedzy tworzywo. Zademonstrować kompozycję i udzielić wskazówek technicznych to za mało. Dobrze uczyć, to według GL pokazać i umieć wytłumaczyć, dlaczego jest pięknie, a czemu czasem brakuje harmonii. Dobry nauczyciel musi umieć podeprzeć się teorią, którą ma w jednym palcu i dzięki temu z łatwością kompozycję analizuje.  

   Kursanci słuchali uważnie każdej uwagi, każdej sugestii, duże sekwencje nagrywane były tabletami, fotografowany był każdy ruch i każdy moment. Powstało 12 wspaniałych prac, o niezwykłej różnorodności. Oczywiście każda z prac Mistrza była oparta o konstrukcję i naczynie, które dla Gregora Lerscha jest drugoplanowe i pełni funkcję pomocniczą, często tylko stabilizującą. Na ogół wybiera naczynia nie rzucające się w oczy, by rośliny ze swoimi mocnymi liniami i formami ogrywały najważniejszą rolę. Konstrukcje z różnych grubości drutów, rafii i sznurka powstawały w 5 minut i gdybyśmy tego nie zobaczyli, byłoby trudne do uwierzenia. Oczywiście naczynie pełni funkcję stabilizującą, ale to również rezerwuar wody, choć dużą rolę odgrywają również probówki. W swoich kompozycjach Pan Lersch posługuje się najchętniej asymetrią i najtrudniejszym ze stylów formalno – linearnym, choć nie stroni od dekoracyjności… Silne w wyrazie układy graficzne, nagle przecinające się linie, szokujące zestawienia mocnych form, to charakterystyczne cechy jego twórczości. Pan Lersch podkreślał wiele razy, że idealny porządek jest nudny i sztuczny, że przyroda nie jest idealnie uporządkowana, dlatego nas tak nieprzerwanie fascynuje… Każdą swoją kolejną pracą dowodził, że przekraczanie wszelkich zasad jest możliwe, co jest bardzo widoczne w jego pracach. Dowolnie uporządkowany przebieg linii , pozorny chaos, a zarazem pełna harmonia, czyli niczym nie ograniczona wolność… Wspomina o tym w swojej książce „Gestaltungsgrundlagen der Floristik”, łamać zasady może ten, kto je rozumie, kto umie je stosować, kto poprzez swoje wieloletnie ćwiczenia opanował je do perfekcji i tworzy całkiem świadomie.

       Będziemy wyczekiwać z niecierpliwością na obiecany powrót, bo dla florystów Gregor Lersch to guru, fenomen na skalę światową. Ja pozostaję pod wielkim wrażeniem jego osobowości i pracy twórczej, aż do następnego spotkania. A póki co, będę pielęgnować wspomnienie, czerpiąc z niego niezwykłą energię…                                                                                                         Mariola

Powrót